Odkąd nauczyłam się czytać, książki towarzyszyły mi nieustannie. W ostatnich latach zauważyłam jednak, że liczba czytanych przeze mnie książek zaczęła spadać. Wiąże się to głównie z tym, że mam bardzo dużo zajęć. Bywa, że w domu nie ma mnie kilkanaście godzin dziennie. Zwykle mam torbę tak wypchaną rzeczami potrzebnymi na cały dzień, że książka zwyczajnie się już nie mieści. Dlatego właśnie sięgnęłam niedawno po Amazon Kindle.

Mój mąż kupił sobie czytnik Kindle już kilka lat temu. Ja cały czas nie byłam do niego przekonana. Wydawało mi się, że książka ma w sobie coś wyjątkowego. Trzeba ją powąchać i pomacać! Któregoś weekendu, gdy nie miałam w domu nic do czytania, a pogoda nie zachęcała do opuszczenia ciepłej kanapy, sięgnęłam jednak po Kindle. Przeczytałam jedną książkę, potem drugą i okazało się, że w ciągu miesiąca zaliczyłam więcej publikacji niż w ciągu ostatniego pół roku.

Największą zaletą czytnika są dla mnie jego rozmiary. Jest tak mały i lekki, że bez problemu mieści mi się w każdej torebce. Mogę go zabrać ze sobą wszędzie. Odkąd używam Kindle, czytam w metrze, autobusie, w kolejce u lekarza lub dentysty, czasem podczas przerwy śniadaniowej w pracy, a zdarzyło mi się nawet na poczcie.

Kolejnym plusem jest łatwość zdobycia książek. Bardzo lubię czytać po polsku, a że nie mieszkam w Polsce, dostęp do literatury mam ograniczony. Książki na Kindle można bez problemu kupić przez internet. Co prawda nie istnieje na razie polska wersja Amazona, ale wiele księgarni internetowych oferuje pozycje na Kindle. Książkami można się też wymieniać ze znajomymi. O ile nie zawsze mam ochotę pożyczać innym moją ulubioną papierową książkę (niestety nie wszyscy dobrze się z nimi obchodzą), o tyle udostępnienie kindlowej biblioteki nic mnie nie kosztuje. Ebooki przechowuję na dysku wirtualnym i podzielenie się z innymi nawet kilkuset pozycjami to kwestia nie więcej niż jednej minuty.

Kindle jest wreszcie bardzo pojemny. Mogę zabrać ze sobą wszędzie wiele książek. Sprawdza się to szczególnie podczas dłuższych wyjazdów, gdy każdy kilogram w walizce jest na wagę złota i nawet jedna mała książka może się nie zmieścić.

kindle

Oczywiście czytnik to nie same plusy. Najbardziej brakuje mi możliwości szybkiego przewertowania  książki. Jestem wzrokowcem i czytając tradycyjną książkę, zapamiętuję na której stronie był dany fragment. W Kindle to niemożliwe i trudniej wrócić do interesującej nas strony. Trudniej też podejrzeć zakończenie.

Nie zdawałam sobie z tego wcześniej sprawy, ale biorąc książkę do ręki, zwracam uwagę na jej grubość. W Kindle nie mamy takiej możliwości. Teoretycznie urządzenie pokazuje, ile zostało procent (a nawet godzin i minut) czytania do końca, ale nie zawsze potrafię sobie to wyobrazić. Czasami sprawdzam nawet w internecie, ile stron ma dana pozycja, ale to też nie zawsze daje mi pełne wyobrażenie o wyglądzie książki. I w końcu tytuł. Zdarzyło mi się raz w trakcie czytania książki na Kindle zapomnieć, jaki ma tytuł (podczas czytania trylogii). W przypadku tradycyjnych książek nigdy nie przytrafiło mi się coś takiego.

Podsumowując, największym plusem Kindle jest jego rozmiar i łatwy dostęp do publikacji. Największym minusem brak fizycznego kontaktu z papierem. Na pewno nie zrezygnuję z tradycyjnych książek, ale z pewnością będę częściej sięgała po mój czytnik.

About the Author

Podobne artykuły

Western Digital sprawił miłą niespodziankę na targach CES 2018. Firma zaprezentowała najmniejszą na...

Zalewa nas prawdziwa powódź danych. Wedle szacunków przeciętna rodzina zgromadziła już ponad 4,5TB...

Polska ma jedne z najniższych cen na rynku usług mobilnych w Europie. Możemy wybierać spośród...